Podróże kulinarne i nie tylko, z dzieckiem i zbyt dużą ilością technologii.
Blog > Komentarze do wpisu

Gotowanie znów na tapecie, czyli nareszcie w domu

Po dwóch miesiącach nawracających zimowych infekcji oraz marcu pełnym wojaży zbieram siły na powrót do Jamiego. Na razie w ramach przygotowań wyzionęła ducha nasza kuchenka. Dzięki temu w końcu mamy gazową, a wraz z nią świeży entuzjazm kulinarny oraz w końcu prawdziwego woka (na razie w drodze)! No dobrze, nie do końca prawdziwego, bo jednak non-stick, a nie takiego, którego trzeba hartować gorącym olejem, na to jestem zbyt miętka. Ale jest ponoć z takiej stali jak trzeba i na zdjęciach prezentuje się fachowo.

Nie przypominam sobie, żeby Jamie go gdziekolwiek w 15 minutowej kuchni używał, ale i tak zapewne będzie w robocie. A że w zestawie w końcu nabyłam bambusowe koszyki do gotowania na parze, to chyba nadejdzie pora na pierwszego w kolejności kurczaka z kokosowymi bułami. Stay tuned!

Mam nadzieję, że tym razem Edzio wyrazi większy entuzjazm do naszych wyczynów kulinarnych. Ostatnio zaczął znów chętniej jeść warzywa i różnego rodzaju nowości, więc na razie omija nas chyba „faza żółtego jedzenia”, o której istnieniu słyszałam już wiele. Za to po wizycie u dziadków i wakacjach w Alpach rozpuścił się strasznie, jeśli chodzi o słodkie przekąski. Co prawda wciąż królują suszone owoce (ostatnio rodzynki), ale poza tym regularnie żąda „płatków na sucho”, ciasteczek lub lodów. No i okazało się, że frytki, a szczególnie frytki z keczupem, to dla niego coś pośredniego między ambrozją a kokainą. Wszystko inne przestaje istnieć, znad talerza słychać jedynie „Więcej! Więcej keczupu!” i pozamiatane.

Dodajmy do tego, że ostatnie frytkowe obżarstwo miało miejsce przy intensywnym zapoznawaniu się z dorobkiem muzycznym One Direction, a dostaniemy dobry obraz urlopu narciarskiego z czwórką dzieci, w czym dwójki w wieku 7-9 lat przekazujących swoje nawyki maluchom :) Nasz syn przekazał półtorarocznej koleżance umiejętność chodzenia po schodach oraz zamiłowanie do frytek właśnie, nie wiem, co bardziej musiało przerazić jej rodziców... W każdym razie oba wyjazdy byłyby całkowicie udane, gdyby nie podążające za nami wirusy. Przynajmniej dopadały głównie dorosłych, Edzia jakoś całe szczęście omijały łukiem.

Pierwszy kontakt se śniegiem. Tyle go widzieli!

Ulubione zajęcie, czyli jazda gondolą w górę i w dół i podziwianie widoków. Z okularów na nosie jestem dumna - spoczęły tam po trzech dniach walk, krzyków i szantażu.

To moje frytki!

Jedzenie precla i picie z butelki like a boss.

środa, 19 marca 2014, konishiko

Polecane wpisy