Podróże kulinarne i nie tylko, z dzieckiem i zbyt dużą ilością technologii.
Blog > Komentarze do wpisu

Jamie #14: Kokosowe dim sumy, kurczak, pikle i sos hoisin

To pierwszy przepis w książce, więc oczywiście przeczytałam go na samym początku i od raz chciałam go robić, po czym okazało się, że nie mam bambusowego koszyka do gotowania na parze, o woku już nie wspominając. Od kilku dni mam oba, więc ruszyłam dziś w tany. Od razu postanowiłam, że nie liczę czasu, rozkminiam przepis powoli i robię go bez pośpiechu zmieniając do woli kolejność, tak by mieć czas na przygotowanie stołu, ogarnięcie dziecka i strzelenie kilku fotek beza paniki. W efekcie całość zajęła zapewne ze 45 minut, z czego całe gotowanie na parze zostawiłam na ostatnie 12. Wszystko udało się zgodnie z planem, czyli zero stresu, tylko aparat w ostatniej chwili postanowił włączyć flesza, zołza jedna, psując efekt popołudniowego światła.


Posiadałam już wcześniej elektryczny parowar, ale jest z nim strasznie dużo zachodu i mycia, zbiera błyskawicznie kamień i zawsze miałam wrażenie, że gotuje strasznie wolno i nieefektywnie. Muszę powiedzieć, że bambusowy działa dużo lepiej, no i kosztuje ułamek ceny. Gotuje szybko, bambusowa pokrywka zatrzymuje smak i nie zaparowywuje zbytnio kuchni, nie mówiąc już o tym, że całość wygląda dużo ładniej. Aż mam ochotę zacząć robić prawdziwe dim sumy! Te kokosowe to jednak tylko bardzo prosta wariacja na ich temat. Dziękuję Jamiemu, że mnie zmusił do jego kupna J Wok jeszcze czeka na właściwy test, gotowanie w nim na parze się nie liczy.

  • Modyfikacje: Bardzo niewielkie. Nie udało mi się znaleźć w sklepie marynowanego imbiru, zastąpiłam go wyciągniętymi z lodówki gruszkami w occie roboty teściowej posypanymi chilli. Do dim sumów użyłam pełnotłustego a nie odchudzonego mleka kokosowego, dolewając nieco wody. No i obcięłam ilość kolendry do symbolicznych kilku listków…
  • Największe wyzwanie: Gdybym gotowała wedle przepisu starając się trzymać czasu, to pewnie zagniatanie ciasta i pilnowanie czasów dokładania kolejnych składników do koszyka. Ponieważ nie robiłam ani jednego ani drugiego, jedynym wyzwaniem była walka z aparatem.
  • Największe zaskoczenie:  To, jak ładnie wyrosły kokosowe buły i że kurczak rzeczywiście był gotowy po 5-6 minutach.

 

  • Werdykt dorosłych: Bardzo pozytywny! Choć sam z siebie zarówno kurczak, jak i dim sumy nie mają wyrazistego smaku, doprawione sosem hoi sin, posypane sezamem i w towarzystwie pikli są naprawdę świetne. Chilli występuje głównie jako dekoracja, więc pikantność można ustawiać sobie indywidualnie. Dim sumy są dość zapychające, a bardzo lekki kurczak doskonale je równoważy. Spora odmiana po wszystkich grillach i smażeninach, i to bardzo miła odmiana! Całość sprawia bardzo autentyczne wrażenie, choć to w sumie ani chiński ani japoński przepis. Jedynym zastrzeżeniem jest dla mnie konsystencja ugotowanych na parze grzybów, lepiej by chyba wyszły podsmażone.
  • Werdykt Edzia: Największą atrakcją było posypywanie wszystkiego wokół sezamem i wyjadanie go za pomocą przyklejania do palców. Sądziłam, że zachwycą go kokosowe buły, rzeczywiście zjadł trochę, ale sos hoisin zbył jako „za pikantny”, więc chyba to dla niego zbyt nowy smak, choć pikantny jako żywo nie był. Podjadł trochę kurczaka, skubnął ogórka, pożarł dwie gruszki w occie (dość ostre od chilli) i to tyle. I tak lepiej niż poprzednio, robimy postępy! Na koniec zrobiłam mu jajko sadzone, posypane a jakże, sezamem. A potem odkurzaliśmy sezam rozsypany po całym pokoju.
niedziela, 23 marca 2014, konishiko

Polecane wpisy