Podróże kulinarne i nie tylko, z dzieckiem i zbyt dużą ilością technologii.
Blog > Komentarze do wpisu

Jamie#16: Brytyjskie burgery, piklowana sałatka z gruszką

No i znów mam opóźnienia zarówno w gotowaniu, jak i w pisaniu. Zaczęło się od tego, że tytułowe burgery okazały się być takie sobie i raczej nieinspirujące do kolejnych przepisów, a potem nastąpił nagły atak szkarlatyny. Całe szczęście atak zakończył się stosukowo szybko i bezboleśnie, ale tydzień w domu z chorym dzieckiem wypełniony oglądaniem w kółko Reksia i wstawaniem w środku nocy celem wciśnięcia dawki antybiotyku i tak wyprał mnie z energii.

Ale skoro w zeszłym tygodniu dwa tygodnie temu w Masterchefie pojawił się pan, który zaprezentował sędziom z uśmiechem najobrzydliwszą wersję pyzy ze śliwkami, jaką widziałam, wyznawszy im uprzednio, że nigdy nie lubił pyz swojej babci, to w sumie mogę pochwalić się i burgerem, który w końcu był zupełnie jadalny.

Może mam po prostu zbyt wysokie oczekiwania – nie da się chyba spisać ponad 200 nowych przepisów tak, żeby wszystkie powalały na kolana. A może jadam hamburgery zbyt rzadko a jeśli tak, to wyłącznie w restauracjach a nie w McDonaldzie, więc jestem pewnie trochę wybredna.

Modyfikacje: Dodałam wszystkiego więcej do mięsa na burgery – na oko dwa razy więcej piwa jak i musztardy. Poza tym ogórki konserwowe zastąpiłam domowymi grzybkami, które akurat były w spiżarce.

Największe wyzwanie: W zasadzie żadne, może nieudana próba przegryzienia sałatki się liczy.

Największe zaskoczenie: Mało smaku, mało ciekawie i w ogóle jakoś tak bez polotu, szczególnie w porównaniu z poprzednimi daniami! Mięso na burgera kiepsko wchłania piwny smak, wydaje mi się, że brakowało odrobiny bułki tartej żeby go podkreśliła. Sałatka sprawie wrażenie na siłę odchudzonego coleslaw i jest nuudna, kusiło mnie żeby dołożyć do niej po prostu łyżkę majonezu. Gruszka zupełnie ginie, a rukola zupełnie nie pasuje. Poza tym octy kiepsko się sprawdzają do kapusty.


Werdykt dorosłych: Mimo narzekania zjedliśmy większość, bo burger to burger, ale użyliśmy sporej ilości keczupu i sosu do grilla. W przepisie był co prawda dip, ale zdecydowanie za mało esencjonalny jak na burgera. Meh.

Werdykt Edzia: Również meh, pomemłał bułę, wyskubał trochę marchewki z sałatki – to ostatnio jedyne w pełni akceptowane warzywo poza groszkiem – i stracił zainteresowanie. Chyba udzielił mu się nasz brak entuzjazmu, bo mięsa nawet nie spróbował ;)

Przepis zaliczony, mogę ruszać dalej. Przynajmniej na Wielkanoc Marcin zrobił pysznego polskiego królika w śmietanie, a ja ugotowałam żurek oraz upiekłam zakalcowatą, ale wciąż całkiem smaczną babkę. Z babką jeszcze powalczę, bo próbowałam ją zmusić do współpracy w maszynie do chleba, ale to już innym razem.

czwartek, 24 kwietnia 2014, konishiko

Polecane wpisy